intro sukces, nie wymknie, Ci się z rąk, pressing

Zależy, kto jakie mocne emocje lubi...

Miałem nie odnosić się do meczu Legia Warszawa - Śląsk Wrocław, ale ponieważ dawno nie pisałem o sporcie, ostatecznie postanowiłem złamać wcześniejsze postanowienie.

Nie będę wyżywał się na autorach widowiska, które 16 marca 2019 r. oglądałem z trybun stadionu przy Ł3, bo praktycznie co tydzień w weekend (a czasem nawet w środku tygodnia) prezentują konsekwentnie tą samą, porażającą często, irytującą niemoc, więc nic oryginalnego w ramach komentarza do tych wyczynów nie wymyślę.

Brawa za konsekwencję i tyle.

Co innego jeśli chodzi o opisywaczy tegoż zjawiska. Czekając na stacji metra na przyjazd powrotnego pociągu z zaskoczeniem przeczytałem na telebimie tytuł do krótkiego opisu sobotniego widowicha, firmowany przez jeden ze znanych organów prasowych:

"Wielkie emocje w meczu Legii ze Śląskiem".

Oniemiałem. Naprawdę?!

Minęła chwila, trochę ochłonąłem, szok poznawczy minął, i przyznałem autorom rację. W końcu każdy może lubić różne emocje.

To tak, jak z bieganiem. Gdy morduję się na trasie jakiegoś zacnego biegu i marzę, żeby dobiec do mety oraz nie być ostatnim w stawce, odczuwam wielkie emocje.

Gdy zjem coś nieświeżego i czuję, że nie jest dobrze, też staram się biec tak, by jak najszybciej osiągnąć cel i w odpowiednim czasie zameldować się "na mecie". W takiej sytuacji również targają mną różnorakie emocje.

Więc niepotrzebnie się czepiam. Widać są tacy, którzy wolą ten drugi rodzaj doznań. Ja stawiam na pierwszy.

Z tego powodu jednak tego, co przeżyłem 16 marca 2019 na stadionie Legii, zdecydowanie nie nazwę "wielkimi emocjami" w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

JAM

Opublikowano 17.03.2019 0:46


Podziel się!

Dodaj komentarz

Kod